niedziela, 8 lipca 2007

No to chyba mamy ten wielki dzień...

8:00 Pobudka... No, nie ma rady, trzeba wstawać... Wielki dzień czas zacząć... O 9:30 miał przyjść przyjść hydraulik naprawić wannę (przepchać znaczy się)... Biorę się za sprzątanie pokoju, bo wrócę jutro już z żoną...
9:30 posprzątane, łoże małżeńskie przygotowane... Ufff... O i hydraulik się pojawił... 10 minut roboty, 30 zł w plecy, wanna działa... Mogę się w końcu wykąpać...
11:00 - Jadę do teścia na parking po wypożyczonego na tą okazję Chryslera PT Cruisera w kolorze srebrnym... Ale cudne autko... Normalnie do dziś zachwycam się tym autem... Cudo... !!!
Wracam na swój parking... Zostawiam autko i idę do domu zjeść jakieś śniadanie... Zjadam arbuza i jadę na myjnie bo właśnie sobie przypomniałem że autko by wypadało umyć... Wchodzę na parking (nie było mnie przy samochodzie z 10-15 min. ) i co widzę? Karteczkę za wycieraczką... Z pięknym napisem, BAAAAARDZO ale to BAAAAAAAAARDZO "czytelnym charakterkiem" napisany... Próbuję się doczytać o co chodzi... Mija 5 minut... Dalej nic czaje... Myślę sobie, wezmę karteczkę do apteki i tam odczytają, ale powoli zaczynam odnajdować polskie litery w tym bełkocie... Zrozumiałem tylko "Jakim prawem staje pan na tym parkingu i kto pana wpuścił !!!"... Od razu w przypływie lekkiego gniewu szukam długopisu w plecaku żeby odpisać pajacowi:
"Srakim prawem. Na parking dostałem się dzięki pilotowi który służy do otwierania bramy naszego parkingu, Społeczniaku jeden !!!"... Kilka głębokich wdechów i brak długopisu powoduje że zostawiam karteczkę (nie podpisaną przeze mnie) za szybką budki dla ciecia, pilnującego w nocy parkingu... Ale super jest to auto... Kurcze, ja chce takie autko...
Samochód umyty wracam do domu i zabieram mamuśkę oraz fotografa (który uwiecznia również to co dzieje się przed ślubem) do kwiaciarni... Odbieram kwiatki na samochód (kurcze jaki super jest ten samochodzik), dla panny młodej, dla świadkowej i przypinki na garnitur dla mnie i świadka... Wracamy, bo za chwile mam wizytę u fryzjera...
13:45 Fryzjer... Myju myju główkę i te moje długie pióra, na krzesło i jedziemy z koksem... Lekkie podcięcie i wyrównanie końcówek, tapirowanie i robimy mi warkocza... A co !!! Będzie oryginalnie... A na koniec warkocza będzie czarna zamszowa kokarda... Podoba mi się :o)
14:50 Jestem w domu i wpadam do wanny... Szybka kąpiel i golenie i jest 15:10... W mordę przecież ja za 20 minut muszę wyjść z domu i jechać po moją wybrankę... Włączam drugi bieg, 15:15 Stoję już w spodniach od surdutu... Koszula, zapinam wszystko zakładam buty, kamizelkę... Przymiarka kokardy, na włosy... Agrafka przyszyta do kokardy jest za mała i nie można założyć jej na gumkę na warkoczu... AAA i jest już 15:30...!!!! (ja maks 15:50 muszę być u panny młodej a jeszcze trzeba przymocować ozdoby do samochodu (tzn kwiaty na maskę i szyby, przednie i tylne))... Kurde blaszka... Krystek RUCHYYYYY !!! dobra 15:40 wychodzę z domu... Obrączki wzięte, ciuchy na przebranie wzięte, KURNA MIAŁEM WZIĄĆ KARTON Wódki do bagażnika żeby gościom później przy wyjściu dawać... Mamuśka weźmie go bo jedzie z kolegą z pracy dużym autem... Ufff... Zapierniczam po pannę młodą... Jest 15:55 stoję pod domem panny młodej... Szybki telefon : "Jestem na dole, SCHODŹ !!!" Dobrze że USC blisko... W między czasie zakładam ozdoby na szyby i maskę... Na szybach kwiaty były przyklejone na taśmę dwustronną, natomiast na masce na przyssawkę...
16:00 Jedziemy do USC... 16:10 jakiś dupek sie przede mną toczy samochodzikiem... Dodałem gazu i zacząłem wyprzedzać, chwile potem zobaczyłem odlatujące z maski kwiaty... "KUUUR..." chciało by się rzec... Ale jedziemy nie możemy czekać, dobrze że teściu jedzie za nami, widzę w lusterku że zatrzymuje się po kwiaty... Dobrze jest... Jesteśmy w USC o 16:15...
Widzę pierwszych gości... Zasadnicze pytanie... Czy jest już nasza świadkowa... Odpowiedź negatywna... W mordę... Wchodzimy na górę... Ooooo ile ludu się zebrało :o)
Świadkowej brak...
W między czasie podchodzi do nas jakiś typ, i mówi że on tutaj gra w sali na organach i sie nas pyta czy chcemy mieć wersję muzyki : pogodną, poważną, oficjalną czy jakąś jeszcze... My pogodni ludzie więc bierzemy pogodną. Facet mówi OK i po cichu że to jest odpłatne 50 zł... Dobra niech stracę...
Szybki telefon... "Cześć świadkowa, gdzie jesteś? Bo jak nie będziesz za 5 minut to będziemy zmuszeni zmienić świadkową"... 5 minut później świadkowa już wchodziła do nas... Prawie na ostatnią chwile, ale się udało...
Jestem spokojny...
Stało się... 07.07.07 o godzinie 16:30 rozpoczęła się nasza uroczystość...
I nic sie nie stresuje... :o)

Zaczynamy :o)

Babeczka z USC pogadała chwilkę, wygłosiliśmy treść przysięgi:
"Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
I tu największe zaskoczenie... Gość który przed chwilą grał na keyboardzie podszedł bliżej, usiadł w kąciku... Wyciągnął........... Piłę do drewna i smyczek i zaczął odgrywać marsz weselny... Szok... Z tyłu ktoś wybuchnął śmiechem, ale ogólnie super...
Oczywiście później były życzenia i wręczanie kwiatów, wychodzimy z salki i obsypują nas pieniążkami... Zaczynamy zbieranie... Za chwile kolejna garść pieniążków leci... Pozbieraliśmy... Idziemy do autka... Wychodzimy z urzędu, na nasze głowy leci ryż... Super...
Mówimy ludzikom żeby wsiadali do autokaru, tym co przyjechali autem jak dojechać do sali weselnej... Wsiadamy szczęśliwi ze świadkami do auta i jedziemy na spotkanie z udekorowaną przez nas salą... Co najgorsze... Dojeżdżamy na miejsce jako pierwsi... Ale przynajmniej wiem jedno... Żadne balony przez noc nie popękały...
Czekamy na gości... Powoli wszyscy się schodzą... Weselicho czas zacząć...
Obsługa powitała nas chlebem i solą z wódeczką... Chociaż nie... W jednym kieliszku była woda a w drugim wódka... Ja wylosowałem wódkę... Cały czas jest odprężony i zrelaksowany...
Siadamy do stołu obiadek podjeżdża, zajadamy w między czasie jakiś toast i dopiero teraz zaczynam się stresować... Wiem, że najbardziej przerażająca rzecz się zbliża... Pierwszy taniec...
Obiad zjedzony, DJ zaczyna powoli rozkręcać towarzystwo... I słyszę te straszne słowa "zapraszamy młodą parę na parkiet..." Nogi mam drewniane, ale cóż trzeba iść... Mam nadzieje, że jakoś to wyjdzie... Cegła na twarzy, zaczyna się... Piosenka Ozziego Osbourna - I Just want you - i zaczynamy... Jakoś idzie... Wiemy że na koniec musimy stanąć pod balonem strzelającym... Zbliża się koniec piosenki, fotograf gotowy, brat trzyma w ręku kabelki i baterię które po zwarciu zdetonują balon... Znak dla fotografa i "sapera"... Flesz idzie w ruch obsypują nas malutkie baloniki i piórka które były w dużym balonie... Uffff, mam to za sobą... Podchodzę do fotografa, ale widzę że minę ma nie za ciekawą... Pytam czy wyszła fota... Pokazuje mi zdjęcie... Ktoś wszedł centralnie w kadr... Widać tylko kilka małych baloników po bokach... Hmmm... No cóż mówi się trudno... Filip, patrzaj gdzie łazisz :oP
Ogólnie całe wesele było super, super muzyka i goście też potrafili się pobawić...
(jeszcze raz podziękowania dla pana DJ'a)

Z niecierpliwością czekam na noc poślubną :o))))))))