Miały być tydzień po ślubie... Więc prawie na tydzień przed zaczęliśmy powiadamiać potencjalnych gości o takich planach... Wszyscy bardzo chętni i w ogóle...
Cała sobota poświęcona na zakupy i organizacje małego przyjęcia...
Godzina 17:00... Pierwsze dwie osoby już się wykruszają...
17:30... Kolejne osoby... Kur...delebele... Zaraz nikt nie przyjdzie... Szybkie telefony... W odpowiedzi: Moze przyjdziemy? Ale na 100% to nie wiemy...
W mordeczke... Najpierw chcą, potem kurna odwracają kitę i nic ich nie interesi... Ehh...
Dobrze, że chociaż 5 osób przyszło... :o)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz