Kurcze blade... Jutro ślub... Ło matko... A dzisiaj tyle jeszcze do roboty...
Jedziemy do lokalu żeby go przyozdobić... Przy okazji odbieramy owoce które, dostarczamy do kuchni w Jadwisinie... o 14:00 rozpoczynamy AKCJĘ DMUCHANIA... Balonów oczywiście...
Koło 19:00 wpada fotograf żeby porobić parę pamiątkowych fotek i sprawdzić jakie będzie miał światło, dnia następnego... 200 pierwszych fotek już mamy :o)
21:00 Balony wiszą, ale przede mną jeszcze dwa zadania... Skończyć robienie wielkiego, jedno metrowego balona strzelającego (w którym w środku jest około 100 malutkich baloników) oraz rozsadzenie gości... To drugie okazuje się zdecydowanie prostsze... O 22:00 Jedziemy do domów... Jutro nasz wielki dzień... A sale przyozdobiliśmy luksusowo, sam sie nie spodziewałem takiego efektu...
Jedyne czego pragnąłem wracając do domu, to ciepłego łóżeczka i 10 godzin snu... Opuszki palców, bolały tak piekielnie od związywania balonów że ledwo trzymałem je na kierownicy... 23:00 dom... Chce tylko wziąć prysznic... Ale co widze... Wanna zapchana... Żadne Krety i przepychaczki nie dają rady... Mamuśka walczyła z tą wanną prawie 5 godzin... Bez skutku... Hydraulicy przecież nie pracują w piątek po 18:00!!!!!!!!! Przez kolejne 2 godziny ja walczę z cholernym syfonem i rurą pod wanna... Bez skutku... Witki mi opadły...
No nic i tak pościel zmieniam jutro więc padam jak kłoda na łóżko i zasypiam szybciej niż mi się wydaje... A już jutro ten dzień :o
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz