niedziela, 15 lipca 2007

Mikro poprawiny

Miały być tydzień po ślubie... Więc prawie na tydzień przed zaczęliśmy powiadamiać potencjalnych gości o takich planach... Wszyscy bardzo chętni i w ogóle...
Cała sobota poświęcona na zakupy i organizacje małego przyjęcia...
Godzina 17:00... Pierwsze dwie osoby już się wykruszają...
17:30... Kolejne osoby... Kur...delebele... Zaraz nikt nie przyjdzie... Szybkie telefony... W odpowiedzi: Moze przyjdziemy? Ale na 100% to nie wiemy...
W mordeczke... Najpierw chcą, potem kurna odwracają kitę i nic ich nie interesi... Ehh...
Dobrze, że chociaż 5 osób przyszło... :o)

poniedziałek, 9 lipca 2007

Śniadanko i plenerek

Pobudka koło 10:00... (jakoś dziwnie nie mogłem się wyspać... Ja chcę więcej takich nocy poślubnych :o) ). Ale cóż... Wszystkie ciuchy na przebranie zostawiłem w aucie... Nie ma rady trzeba iść... Schodzę sobie spokojnie, patrze, Karczma otwarta, zaglądam po cichutku, stoły nakryte, śniadanie czeka... Babka z obsługi mówi, że coś wolno się zbieramy na śniadanie, bo oni już od 8:00 są gotowi... Zaraz zaraz... Wczoraj mówiłem pani szefowej kuchni, że śniadanie proszę na 11:00... Zresztą ludzie!!! Wesele skończyło się koło 5:00 a o 8:00 mam już być na śniadaniu???? Nie ważne... Mówię jej, że postaram się troszeczkę pośpieszyć gości...
Koło 11:00 siedzimy już przy stole i zajadamy śniadanko... Tak swoją droga to rewelacyjną jajecznicę zrobiła kucharka... Oj dawno tak dobrej nie jadłem...
Po śniadanku czas na zdjęcia w plenerze... Fotograf zwarty i gotowy, ja się przebrałem, czekamy tylko na pannę młodą...
...
...
...
Dalej czekamy...
...
...
...
Posprzątaliśmy ze stołu to co chcieliśmy wziąć do domu, spakowaliśmy napoje i alkohole jak i owoce... Nadal czekamy na pannę młodą...
...
...
...
O idzie nasza panienka z okienka... Szybka sesja zdjęciowa jeszcze przy karczmie i ruszamy w plener :o)

niedziela, 8 lipca 2007

No to chyba mamy ten wielki dzień...

8:00 Pobudka... No, nie ma rady, trzeba wstawać... Wielki dzień czas zacząć... O 9:30 miał przyjść przyjść hydraulik naprawić wannę (przepchać znaczy się)... Biorę się za sprzątanie pokoju, bo wrócę jutro już z żoną...
9:30 posprzątane, łoże małżeńskie przygotowane... Ufff... O i hydraulik się pojawił... 10 minut roboty, 30 zł w plecy, wanna działa... Mogę się w końcu wykąpać...
11:00 - Jadę do teścia na parking po wypożyczonego na tą okazję Chryslera PT Cruisera w kolorze srebrnym... Ale cudne autko... Normalnie do dziś zachwycam się tym autem... Cudo... !!!
Wracam na swój parking... Zostawiam autko i idę do domu zjeść jakieś śniadanie... Zjadam arbuza i jadę na myjnie bo właśnie sobie przypomniałem że autko by wypadało umyć... Wchodzę na parking (nie było mnie przy samochodzie z 10-15 min. ) i co widzę? Karteczkę za wycieraczką... Z pięknym napisem, BAAAAARDZO ale to BAAAAAAAAARDZO "czytelnym charakterkiem" napisany... Próbuję się doczytać o co chodzi... Mija 5 minut... Dalej nic czaje... Myślę sobie, wezmę karteczkę do apteki i tam odczytają, ale powoli zaczynam odnajdować polskie litery w tym bełkocie... Zrozumiałem tylko "Jakim prawem staje pan na tym parkingu i kto pana wpuścił !!!"... Od razu w przypływie lekkiego gniewu szukam długopisu w plecaku żeby odpisać pajacowi:
"Srakim prawem. Na parking dostałem się dzięki pilotowi który służy do otwierania bramy naszego parkingu, Społeczniaku jeden !!!"... Kilka głębokich wdechów i brak długopisu powoduje że zostawiam karteczkę (nie podpisaną przeze mnie) za szybką budki dla ciecia, pilnującego w nocy parkingu... Ale super jest to auto... Kurcze, ja chce takie autko...
Samochód umyty wracam do domu i zabieram mamuśkę oraz fotografa (który uwiecznia również to co dzieje się przed ślubem) do kwiaciarni... Odbieram kwiatki na samochód (kurcze jaki super jest ten samochodzik), dla panny młodej, dla świadkowej i przypinki na garnitur dla mnie i świadka... Wracamy, bo za chwile mam wizytę u fryzjera...
13:45 Fryzjer... Myju myju główkę i te moje długie pióra, na krzesło i jedziemy z koksem... Lekkie podcięcie i wyrównanie końcówek, tapirowanie i robimy mi warkocza... A co !!! Będzie oryginalnie... A na koniec warkocza będzie czarna zamszowa kokarda... Podoba mi się :o)
14:50 Jestem w domu i wpadam do wanny... Szybka kąpiel i golenie i jest 15:10... W mordę przecież ja za 20 minut muszę wyjść z domu i jechać po moją wybrankę... Włączam drugi bieg, 15:15 Stoję już w spodniach od surdutu... Koszula, zapinam wszystko zakładam buty, kamizelkę... Przymiarka kokardy, na włosy... Agrafka przyszyta do kokardy jest za mała i nie można założyć jej na gumkę na warkoczu... AAA i jest już 15:30...!!!! (ja maks 15:50 muszę być u panny młodej a jeszcze trzeba przymocować ozdoby do samochodu (tzn kwiaty na maskę i szyby, przednie i tylne))... Kurde blaszka... Krystek RUCHYYYYY !!! dobra 15:40 wychodzę z domu... Obrączki wzięte, ciuchy na przebranie wzięte, KURNA MIAŁEM WZIĄĆ KARTON Wódki do bagażnika żeby gościom później przy wyjściu dawać... Mamuśka weźmie go bo jedzie z kolegą z pracy dużym autem... Ufff... Zapierniczam po pannę młodą... Jest 15:55 stoję pod domem panny młodej... Szybki telefon : "Jestem na dole, SCHODŹ !!!" Dobrze że USC blisko... W między czasie zakładam ozdoby na szyby i maskę... Na szybach kwiaty były przyklejone na taśmę dwustronną, natomiast na masce na przyssawkę...
16:00 Jedziemy do USC... 16:10 jakiś dupek sie przede mną toczy samochodzikiem... Dodałem gazu i zacząłem wyprzedzać, chwile potem zobaczyłem odlatujące z maski kwiaty... "KUUUR..." chciało by się rzec... Ale jedziemy nie możemy czekać, dobrze że teściu jedzie za nami, widzę w lusterku że zatrzymuje się po kwiaty... Dobrze jest... Jesteśmy w USC o 16:15...
Widzę pierwszych gości... Zasadnicze pytanie... Czy jest już nasza świadkowa... Odpowiedź negatywna... W mordę... Wchodzimy na górę... Ooooo ile ludu się zebrało :o)
Świadkowej brak...
W między czasie podchodzi do nas jakiś typ, i mówi że on tutaj gra w sali na organach i sie nas pyta czy chcemy mieć wersję muzyki : pogodną, poważną, oficjalną czy jakąś jeszcze... My pogodni ludzie więc bierzemy pogodną. Facet mówi OK i po cichu że to jest odpłatne 50 zł... Dobra niech stracę...
Szybki telefon... "Cześć świadkowa, gdzie jesteś? Bo jak nie będziesz za 5 minut to będziemy zmuszeni zmienić świadkową"... 5 minut później świadkowa już wchodziła do nas... Prawie na ostatnią chwile, ale się udało...
Jestem spokojny...
Stało się... 07.07.07 o godzinie 16:30 rozpoczęła się nasza uroczystość...
I nic sie nie stresuje... :o)

Zaczynamy :o)

Babeczka z USC pogadała chwilkę, wygłosiliśmy treść przysięgi:
"Świadomy(a) praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (imię Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
I tu największe zaskoczenie... Gość który przed chwilą grał na keyboardzie podszedł bliżej, usiadł w kąciku... Wyciągnął........... Piłę do drewna i smyczek i zaczął odgrywać marsz weselny... Szok... Z tyłu ktoś wybuchnął śmiechem, ale ogólnie super...
Oczywiście później były życzenia i wręczanie kwiatów, wychodzimy z salki i obsypują nas pieniążkami... Zaczynamy zbieranie... Za chwile kolejna garść pieniążków leci... Pozbieraliśmy... Idziemy do autka... Wychodzimy z urzędu, na nasze głowy leci ryż... Super...
Mówimy ludzikom żeby wsiadali do autokaru, tym co przyjechali autem jak dojechać do sali weselnej... Wsiadamy szczęśliwi ze świadkami do auta i jedziemy na spotkanie z udekorowaną przez nas salą... Co najgorsze... Dojeżdżamy na miejsce jako pierwsi... Ale przynajmniej wiem jedno... Żadne balony przez noc nie popękały...
Czekamy na gości... Powoli wszyscy się schodzą... Weselicho czas zacząć...
Obsługa powitała nas chlebem i solą z wódeczką... Chociaż nie... W jednym kieliszku była woda a w drugim wódka... Ja wylosowałem wódkę... Cały czas jest odprężony i zrelaksowany...
Siadamy do stołu obiadek podjeżdża, zajadamy w między czasie jakiś toast i dopiero teraz zaczynam się stresować... Wiem, że najbardziej przerażająca rzecz się zbliża... Pierwszy taniec...
Obiad zjedzony, DJ zaczyna powoli rozkręcać towarzystwo... I słyszę te straszne słowa "zapraszamy młodą parę na parkiet..." Nogi mam drewniane, ale cóż trzeba iść... Mam nadzieje, że jakoś to wyjdzie... Cegła na twarzy, zaczyna się... Piosenka Ozziego Osbourna - I Just want you - i zaczynamy... Jakoś idzie... Wiemy że na koniec musimy stanąć pod balonem strzelającym... Zbliża się koniec piosenki, fotograf gotowy, brat trzyma w ręku kabelki i baterię które po zwarciu zdetonują balon... Znak dla fotografa i "sapera"... Flesz idzie w ruch obsypują nas malutkie baloniki i piórka które były w dużym balonie... Uffff, mam to za sobą... Podchodzę do fotografa, ale widzę że minę ma nie za ciekawą... Pytam czy wyszła fota... Pokazuje mi zdjęcie... Ktoś wszedł centralnie w kadr... Widać tylko kilka małych baloników po bokach... Hmmm... No cóż mówi się trudno... Filip, patrzaj gdzie łazisz :oP
Ogólnie całe wesele było super, super muzyka i goście też potrafili się pobawić...
(jeszcze raz podziękowania dla pana DJ'a)

Z niecierpliwością czekam na noc poślubną :o))))))))

piątek, 6 lipca 2007

Akcja kryptonim "ostre dmuchanie"

Kurcze blade... Jutro ślub... Ło matko... A dzisiaj tyle jeszcze do roboty...
Jedziemy do lokalu żeby go przyozdobić... Przy okazji odbieramy owoce które, dostarczamy do kuchni w Jadwisinie... o 14:00 rozpoczynamy AKCJĘ DMUCHANIA... Balonów oczywiście...
Koło 19:00 wpada fotograf żeby porobić parę pamiątkowych fotek i sprawdzić jakie będzie miał światło, dnia następnego... 200 pierwszych fotek już mamy :o)
21:00 Balony wiszą, ale przede mną jeszcze dwa zadania... Skończyć robienie wielkiego, jedno metrowego balona strzelającego (w którym w środku jest około 100 malutkich baloników) oraz rozsadzenie gości... To drugie okazuje się zdecydowanie prostsze... O 22:00 Jedziemy do domów... Jutro nasz wielki dzień... A sale przyozdobiliśmy luksusowo, sam sie nie spodziewałem takiego efektu...
Jedyne czego pragnąłem wracając do domu, to ciepłego łóżeczka i 10 godzin snu... Opuszki palców, bolały tak piekielnie od związywania balonów że ledwo trzymałem je na kierownicy... 23:00 dom... Chce tylko wziąć prysznic... Ale co widze... Wanna zapchana... Żadne Krety i przepychaczki nie dają rady... Mamuśka walczyła z tą wanną prawie 5 godzin... Bez skutku... Hydraulicy przecież nie pracują w piątek po 18:00!!!!!!!!! Przez kolejne 2 godziny ja walczę z cholernym syfonem i rurą pod wanna... Bez skutku... Witki mi opadły...
No nic i tak pościel zmieniam jutro więc padam jak kłoda na łóżko i zasypiam szybciej niż mi się wydaje... A już jutro ten dzień :o

środa, 4 lipca 2007

Przejścia z PHU-IMAGE

Agusia dziś nie wytrzymała i zadzwoniła do PHU-IMAGE... Babeczka która odebrała telefon pewnie nie zapomni tej rozmowy do końca życia... To już nie była rozmowa, to był prawie wrzask :o) Aga powiedziała babce że od 12 czerwca czekamy na przedmioty które nie zostały dosłane, wysyłamy maile, próbujemy do nich dzwonić (bardzo ciężko się tam dodzwonić) a oni mają nas gdzieś... Za 3 dni wesele a my nie będziemy mogli skorzystać z jednego balonu strzelającego (brak zapalnika), musimy sami zaopatrzyć się w pompki bo oni nie raczyli ich dosłać do tych ponad 500 balonów (a były w komplecie) itd. Babka mówi, że oni dziś to wyślą, ale przecież poczta nie dostarczy nam tego do jutra (czwartek) nawet jak poślą to mega hiper szybkim PRIORYTETEM... Pada propozycja/nakaz wysłanie tego czego zapomnieli, kurierem... Odpowiedź? Nie, nie wyślą bo kurier jest za drogi, niech pani odeśle balon... Agusia: Kobieto ja za 3 dni mam ślub, do tego jeszcze siedzę w pracy i nie mam czasu latać na pocztę, w piątek jedziemy przyozdabiać salę więc też czasu nie będzie... Proszę o zwrot kasy na konto...!!!
Następnego dnia dostaję maila z prośbą o namiary na numer konta i dane żeby mogli zrobić przelew... Kasę za balon strzelający oddali, ale co z tego... Niesmak pozostał, a wielki balon strzelający nie został wykorzystany... Szkoda...
W każdym razie ja nie polecam jakichkolwiek transakcji z użytkownikiem allegro PHU-IMAGE... Zresztą spójrzcie tylko na ich komentarze... Widać że to nieodosobniony przypadek...